Walka z rakiem piersi i niezliczoną ilością innych chorób oraz wywracanie mojego życia do góry nogami


Jean cierpiała na raka piersi, wysokie ciśnieniem oraz wysoki poziom choresterolu. Borykała się również z silnymi migrenami, alergiami, tak ciężkimi, że była skołonna zwymiotować w każdej chwili. Jej plecy były tak obolałe, że nie mogła prawie wcale chodzić, guz mózgu, nowotwór rdzenia kręgowego, z diagnozą depresji, zaburzeń dysocjacyjnych tożsamości i zespółu stresu pourazowego. Po podjęciu pracy Podróżą odzyskała swoje zdrowie, ma więcej energii niż miała przez ostatni długi okres czasu. Odstawiła również leki.

Mam na imię Jean Callaway i przetrwałam 15-sto letnią walkę z rakiem piersi, oraz guzem mózgu i nowotworem rdzenia kręgowego. Oprócz tego przetrwałam przemoc fizyczną, emocjonalną, oraz w dzieciństwie – wykorzystanie seksualne, które pozostawiło mnie wypełnioną strachem, wstydem, złością, nienawiścią do samej siebie, poczuciem winy, oraz ograniczeniem wiary w siebie - kim byłam wtedy dla świata.

Moje życie zaczęło się kruszyć 11 marca 2000 roku, kiedy niespodziewanie zmarła moja najstarsza siostra. Moja siła, aby iść dalej w życiu, pochodziła z dziennej dawki antydepresantów. 11 miesięcy później mammogram pokazał, że mam raka piersi.




Nieznacznie i bezmyślnie oddałam moje ciało społeczności medycznej

Ponieważ wierzyłam, że nie miałam kontroli nad rakiem i spędzając tym samym całe moje życie patrząc „poza mną”, aby poradzić sobie z wyzwaniami życia i przetrwać, nieznacznie i bezmyślnie oddałam moje ciało społeczności medycznej z nadzieją, że niedługo będę miała możliwość rozpoczęcia życia od nowa.

Jak to w zwyczaju, ukryłam moje emocje gdzieś głęboko w sobie, gdzie nie musiałabym stawić im czoła, ani ich odczuć.

Dzięki nagraniom motywacyjnym zaangażowałam się w codzienne ćwiczenia fizyczne i zmieniłam nawyki żywieniowe na zdrowsze i zostałam uznana przez społeczność medyczną jako przykład- jak efektownie walczyć z rakiem.

Gdy leczenie, które składało się także z operacji, chemioterapii i radioterapii stawało się skuteczne, walka okazała się trudniejsza.

Efekt uboczny leczenia zaprowadził mnie do kolejnej depresji i konsekwentnie do mojej codzienności wprowadzone zostały nowe antydepresanty tak, aby pomóc mi ze skutkami menopauzy spowodowanej chemioterapią

Opuchnięta, łysa, wykończona, samotna, wystraszona i w poważnej depresji

Żywo wspominam 9/11/2001, dzień w którym terroryści zaatakowali Amerykę i Twin Towers. Dzień ten zaczął się jak każdy inny. Mając za sobą całościowe leczenie chemioterapią, usiadłam w pokoju rodzinnym oglądając telewizję. Efekty chemioterapii i menopauzy dały się we znaki. Byłam opuchnięta, łysa, wykończona, samotna, wystraszona i poważnie przygnębiona. Światowa tragedia z 9/11 spowodowała u mnie głęboki strach przed tym, co się działo w moim życiu. Mój „zewnętrzny” świat i osobisty odłączały się od siebie i czułam, jakby cały świat się kończył. Staczałam się coraz głębiej do otchłani depresji i rozpaczy.

Nie byłam zdolna już więcej do ukrywania się pod makijażem, ani pod skorupą, którą stworzyłam i która, myślałam, była mną. Pokusiłam się spojrzeć wewnątrz siebie i spróbować przekonać, że lubiłam to co zobaczyłam.

Z perspektywy czasu uświadomiłam sobie, że moje zaglądanie w głąb siebie było bardzo powierzchowne, gdyż nie wiedziałam jak wejść bardzo głęboko, ani nie wiedziałam kim tak naprawdę byłam.

Przez następne 2 lata, życie obdarowało mnie niezliczoną ilością bolesnych wydarzeń, jednymi z których była śmierć mojej przyjaciółki syna, mojego szwagra, ojczyma i mamy. Nie ważne, w którą stronę szłam, zawsze czekało na mnie jakieś zagrożenie, które utwierdzało mnie w przekonaniu, że życie jest ciężkie.

Zaledwie 19 miesięcy po zakończeniu mojego leczenia raka piersi, nadeszły kolejne problemy. Seria rutynowych badań zalecona przez mojego onkologa ujawniła „coś nieznanego” w moim mózgu i rdzeniu kręgowym. 5 dni po nabożeństwie żałobnym mojej mamy, po długim oczekiwaniu na wizytę u neurochirurga, usłyszałam od niego słowa możliwych skutków: „paraplegik”, „nieodwracalne szkody”, oraz „operacja rdzenia kręgowego”. Słowa te bardzo mną wstrząsnęły.

Duchowo martwa, emocjonalnie wyczerpana, zużyta przez ból.

Ale wydarzyło się to momencie, w którym moja przyszłość stała się całkowicie jasna, przyszłość mającą przynieść cykl poważnych chorób, większą ilość leków, aby zminimalizować skutki uboczne, paraliż, śmierć. To był dzień, w którym bardzo się zdenerowowałam i złożyłam oświadczenie: Już wystarczy! Nie ma mowy! Nigdy więcej!

Gdzieś głęboko w środku wiedziałam, że życie nie powinno takie być.

Po tym oświadczeniu nastąpiła seria synchronicznych zdarzeń, które ukazało mi całkiem nowy paradygmat życia. Zachęcił mnie on do odkrycia różnych alternatywnych i uzupełniających sposobów leczenia i podsunął całkowicie nowy, umacniający punkt widzenia źródła choroby.

Każda komórka w mojej istocie wiedziała, że źródłem choroby, czy to fizycznej, emocjonalnej czy duchowej, jest tłumiona trauma emocjonalna na poziomie komórkowym.

Ten poziom uzdrawiania nie został mi wytłumaczony przez żaden z moich zespołów medycznych i oczywiście był ogromną nowiną dla mnie! Z pewnością musiałam uświadomić sobie, że miałam długotrwale tłumione emocje.

Prowadziłam życie, w którym znalazły się: rak piersi, wysokie ciśnienie i cholesterol, silne migreny, alergie, moje plecy obolałe tak, że ledwo mogłam chodzić, guz mózgu, guz rdzenia kręgowego, diagnoza depresji, zaburzenie dysocjacyjne tożsamości i zespół stresu pourazowego, wszystko to zagrażało mojemu życiu…

To był ogromny ciężar do noszenia.

Dlatego zaczęłam moją osobistą drogę uzdrawiania

Byłam duchowo martwa, emocjonalnie wykończona, moje ciało było zużyte przez ból, kiedy to zostałam skierowana do „The Journey” - "Podróż"

„The Journey” - "Podróż", stała się teraz integralną częścią mojego osobistego uzdrawiania, fizycznego, emocjonalnego i duchowego. Zapewniło mi to miłość, bezpieczeństwo, wsparcie i narzędzia potrzebne, aby wejść wewnątrz i odzyskania siebie.

W ciągu półtora roku podczas odbywającego się seminarum "Podróży", doświadczyłam najcudowniejszej metamorfozy, która miała miejsce w moim ciele, gdy nauczyłam się uśmierzać ból, cierpienie, smutek, poczucie winy, strach i złość, która wykradła mi moje ciało, umysł i duszę.

Teraz jest dużo mniej ego, mniej złości, strachu, zazdrości, pragnienia, przywiązania. Równocześnie jest też dużo więcej mnie, więcej miłości, radości, współczucia, wewnętrznego spokoju, wdzięczności.

Z perspektywy czasu uświadomiłam sobie, że nigdy nie wiedziałam kim byłam, nigdy nawet nie zastanawiałam się nad tym.

Teraz wiem kim jestem, czuję się pewnie i wygodnie w mojej skórze, wszystko w moim życiu się zmieniło.

Jestem teraz niezależna, po spędzeniu całego życia będąc zależną od innych, oraz introspekcyjna, po ciągłym analizowaniu innych.

Kochająca i współczująca w sposób, który już nigdy więcej nie powoduje u innych włączenia
samoniszczycielskich zachowań.

Zamartwianie się, które kiedyś pochłaniało każdą moją myśl, zniknęło i zostało zastąpione wspaniałą wiarą i myślą, że wszystko będzie się rozwijało tak, jak powinno i to dobrze!

Moje zdrowie jest świetne i mam więcej energii, niż miałam przez ostatni długi okres czasu

Teraz niechętnie przyjmuję to, co uniemożliwia mi przypływ energii lub hamuje moje poczucie, że żyję.

Używanie wszelkich leków na receptę, w tym także tych minimalizujących nawrót raka, zakończyłam dość swobodnie na początku mojej osobistej podróży do tego uzupełniającego i alternatywnego sposobu traktowania choroby.

Za każdym rogiem czeka na mnie nowa, ekscytująca przygoda. Życie w dużej mierze stało się łatwe, niewymagające wysiłku i dużo zabawniejsze.

Nie ma już więcej pytań w mojej w głowie, naprawdę możemy i rzeczywiście wpływamy na nasze własne doświadczenia. Co za niespodzianka!

Dowiedziałam się również, że na pewno nie mamy takiej etykiety jaką nadała nam medycyna zachodnia.Nnie jesteśmy naszymi chorobami, ani dolegliwościami. Są one po prostu sposobem na komunikację naszego ciała z nami. Jest to czas dla nas, aby stać się spokojnym, wejść w głąb siebie, zacząć słuchać co nasz organizm chce za wszelką cenę nam powiedzieć.

To tutaj tak naprawdę zaczyna się nasze leczenie.

Jane Callaway - Znakomity trener duchowego zdrowia i dobrego samopoczucia, nauczyciel, uzdrowiciel i przewodnik. Mieszka w Ottawie, Kanada.

Tłumaczenie: A. Kaczanowska
Żródłó: http://thejourneymethod.com/surviving-breast-cancer-and-countless-other-diseases-and-turning-my-whole-life-around/

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Terapia The Journey , Blogger